PROWADZIMY PRZEDSZKOLA, SZKOŁY I PLACÓWKI: CENTRUM REHABILITACJI EDUKACJI I OPIEKI, OŚRODKI ADOPCYJNE, PLACÓWKI PRAW DZIECKA I WSPARCIA RODZINY, DOMY WCZASÓW DZIECIĘCYCH, SZKOLNE SCHRONISKA MŁODZIEŻOWE, WARSZTATY TERAPII ZAJĘCIOWEJ, ŚRODOWISKOWE DOMY SAMOPOMOCY, OŚRODKI OPIEKUŃCZO WYCHOWAWCZE, ŚRODOWISKOWE OGNISKA WYCHOWAWCZE, ŚWIETLICE

CHRONIMY PRAWA DZIECI, POMAGAMY DZIECIOM OSIEROCONYM, UBOGIM ZAGROŻONYM MARGINALIZACJĄ I PATOLOGIĄ SPOŁECZNĄ, PRZEWLEKLE CHORYM I NIEPEŁNOSPRAWNYM

ORGANIZUJEMY WYPOCZYNEK LETNI I ZIMOWY, TURNUSY REHABILITACYJNE, PROFILAKTYCZNE

PROWADZIMY PRZEDSZKOLA, SZKOŁY I PLACÓWKI: CENTRUM REHABILITACJI EDUKACJI I OPIEKI, OŚRODKI ADOPCYJNE, PLACÓWKI PRAW DZIECKA I WSPARCIA RODZINY, DOMY WCZASÓW DZIECIĘCYCH, SZKOLNE SCHRONISKA MŁODZIEŻOWE, WARSZTATY TERAPII ZAJĘCIOWEJ, ŚRODOWISKOWE DOMY SAMOPOMOCY, OŚRODKI OPIEKUŃCZO WYCHOWAWCZE, ŚRODOWISKOWE OGNISKA WYCHOWAWCZE, ŚWIETLICE

PROWADZIMY RZECZNICTWO PRAW DZIECKA, SEJMIKI DZIECIĘCE I MŁODZIEŻOWE, PROGRAMY STREETWORKERSKIE, STAŁE PROGRAMY PROFILAKTYCZNE, ZAPOBIEGANIA PRZEMOCY

ORGANIZUJEMY SZKOLENIA, KONFERENCJE, SEMINARIA, HAPPENINGI, TURNIEJE RODZINNE, KONKURSY ARTYSTYCZNE, EKOLOGICZNE SPORTOWE.

 

 

 

Nr konta: Bank Pekao S.A. O/Warszawa 15 1240 6175 1111 0000 4569 8851

WAŻNE       CIEKAWE       AKTUALNE

 

 

Dorota Kłuszyńska

(1876-1952)

 

   Byłem jeszcze małym chłopcem, kiedy poznałem Dorotę Kłuszyńską.  Było to w Lipnie  podczas wiecu, który odbywał się na rynku tego miasta. Uczestniczyli w nim głównie miejscowi robotnicy, a także okoliczni chłopi, jako że był to dzień targowy. Organizatorem wiecu był mój brat Kazimierz, to on zabrał mnie na ten wiec. Z tego wiecu zapamiętałem tylko jedno zdanie: - „Minister skarbu, Kucharski, żelazną miotłą wygarnia pieniądze z kieszeni chłopów”. Nie bardzo rozumiałem, jak on to robił?

   Potem w różnych latach spotykałem panią Dorotę (posłankę, potem senatorkę) na wiecach, zebraniach, czytałem jej artykuły, głównie na temat spraw kobiet. Pani Dorota była przez cały okres międzywojenny przewodniczącą Centralnego Wydziału Kobiet CKW PPS, była też członkiem ZG RTPD.

   W czasie okupacji jako Żydówka z pochodzenia ukrywała się w Warszawie w jednym z domów  przy Al. Ujazdowskich. Ktoś ją jednak zdradził, doniósł do gestapo o jej miejscu pobytu. Dokonano, jak to się wtedy mówiło, nalotu na to mieszkanie. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności pani Dorota wyszła z mieszkania do sklepu, aby kupić bułkę. Ostrzeżono ją, że w mieszkaniu jest gestapo, pewnie przyszli po nią.  Zrezygnowana, bezradna poszła do pobliskiego parku, usiadła na ławce, czekając na koniec życia, zbliżającą się śmierć. Nie miała się gdzie udać, a godziny biegły... W pewnym momencie w alejce pojawił się książę Lubomirski. Zauważył siedzącą na ławce panią Dorotę. Znał ją bardzo dobrze, ponieważ podobnie jak ona, był senatorem i nieraz polemizowali z sobą.

 - Co senatorka tu robi? – zapytał.

   Pani Dorota krótko przedstawiła mu swoje położenie. Książę wysłuchał ją, potem wziął ją pod rękę i razem pojechali na stację kolejki Grójeckiej. Książę zawiózł ją do swoich posiadłości, gdzie szczęśliwie przetrwała resztę okupacji.

   Po wojnie wznowiła swoją działalność polityczną i społeczną, w latach 1945 – 1948  była członkiem Rady Naczelnej PPS.

   Od 1 kwietnia 1947 roku byłem sekretarzem generalnym  RTPD. Członkiem Zarządu Głównego i Prezydium była Dorota Kłuszyńska.  Do jej zadań należało prowadzenie informacji o działalności RTPD. Stykałem się więc z nią niemal codziennie. Pani Dorota pisała stale artykuły do „Robotnika” i „Expresu Wieczornego” na różne tematy, najczęściej o sprawach kobiet i walce z alkoholizmem. Pisała bardzo niestarannie, pełno w tych tekstach było poprawek, skreśleń, niedokończonych zdań, opuszczonych wyrazów itp. Często przynosiła mi te rękopisy ze słowami: - „Weź to i popraw, odeślij do redakcji”. Strasznie nie lubiłem tego, byłem bezradny,  ale starałem się  spełnić jej prośbę.

   W 1949 r. na ogólnej fali tzw. „zjednoczeń” doszło do połączenia RTPD z ChTPD, w wyniku czego  powstało jedno stowarzyszenie wyższej użyteczności publicznej – Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Prezesem została Dorota Kłuszyńska, ja zaś sekretarzem generalnym.

   Po decyzji sekretariatu PZPR o zjednoczeniu towarzystw, aby omówić sprawy z tym związane, złożyliśmy wizytę premierowi Józefowi Cyrankiewiczowi. W poczekalni premiera było kilka osób, czekały w kolejce na przyjęcie.  Pani Dorota, nie licząc się z nikim, szła wprost do gabinetu premiera. Ktoś zwrócił jej uwagę, że obowiązuje kolejność. Odwróciła się do niego ze słowami:  „Ja do tego smarkacza mam stać w kolejce?!” Wzięła mnie za rękę i powiedziała: „chodź!”.  Premier wyszedł i przeprosił czekających.

   Współpraca moja z p. Dorotą układała się bardzo dobrze. Jej autorytet, możliwości dotarcia do różnych władz bardzo mi pomagały w pracy. Prezeska nie znała się na sprawach wychowania i opieki nad dzieckiem. Tymi sprawami kierowałem już sam, miałem swobodę działania.

   Rok 1952 to nowa konstytucja, nowy sejm i rząd, inni ludzie. W tym czasie utrwalającego się stalinizmu praca w organizacjach społecznych powoli zaczęła zamierać, była już niekiedy wypaczona, wykorzystywana dla doraźnych  potrzeb partii.

W tym trudnym i fatalnym dla TPD czasie umiera Dorota Kłuszyńska. Trzeba ją było godnie pochować, ale zostałem z tym problemem właściwie sam. Wszyscy z jakichś powodów odsunęli się, bali się narazić, nie wiedzieli jak postąpić. Każdy, do kogo zwróciłem się o pomoc,  odmawiał, tłumacząc się w jakiś niejasny sposób. Ja jednak uparłem się, chciałem i musiałem ją godnie pochować. Powstało pytanie, gdzie ją pochować.  Nie mogłem uzyskać miejsca na byłym cmentarzu wojskowym na Powązkach,  więc zdecydowaliśmy z córkami pochować ją w grobie jej męża na cmentarzu kalwińskim przy ul. Młynarskiej. Dorota Kłuszyńska była żoną znanego lekarza, społecznika, jednego z organizatorów w Polsce kas chorych, Henryka Kłuszyńskiego (1870 – 1933).

W pewnym momencie nastąpił gwałtowny zwrot w tej sprawie. Ktoś z góry, prawdopodobnie Bierut, zainteresował się sprawą pogrzebu.  Odezwały się telefony, proszono o informację dotyczącą m. in. tego, kto zajmuje się pogrzebem, gdzie się odbędzie i o inne szczegóły. Momentalnie znalazło się miejsce w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Atmosfera lęku jednak trwała, nadal nikt nie chciał przemawiać nad mogiłą. Uprosiłem wiceprezesa TPD, jednocześnie prezesa ZG ZNP i posła Eustachego Kuroczkę, aby powiedział parę słów. Z władz nie było nikogo, z jej przyjaciół przyszedł jedynie Oskar Lange. Kiedy wracaliśmy z pogrzebu, w bramie spotkaliśmy delegację PZPR z panią E. Orłowską na czele, ze wspaniałym wieńcem.

Po upływie dwóch lat, dzięki funduszom Urzędu Rady Ministrów,  na mogile powstał  kamienny nagrobek.  Przysłano do mnie architekta, aby zatwierdzić projekt. Proponowałem napis: Dorota Kłuszyńska działaczka PPS w latach 1900 – 1948 albo działaczka polityczna i społeczna. Ale nie przyjęto tej propozycji. Została ostatecznie: Dorota Kłuszyńska, Prezes TPD, chociaż praca w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci była tylko skromną cząstką jej prawie półwiecznej działalności.

Stanisław Tułodziecki